Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot…

Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot…

Wszystko układało się w miarę ‘normalnie’ jak na patchworkową rodzinę. Owszem tata Kazia miał już nowe dzieci i to im poświęcał więcej czasu i co za tym idzie łożył znacznie większe sumy na ich utrzymanie, ale czasem zabierał do siebie Kazia na weekendy. Rozwód był dziesięć lat temu, nie było orzekania o winie, bo nie chciałam wyciągać brudów na sali sądowej. Robert-mój były mąż rozkręcał wtedy firmę, zgodziłam się na 500 zł alimentów. Tylko że w życiu wszystko się zmienia i tego nie przewidziałam… Dziesięć lat temu byłam księgową na pełnym etacie w dużej międzynarodowej korporacji, Kaziu chodził do przedszkola, ubrania i zabawki dostawał od moich rodziców. Dawałam radę, byłam z siebie dumna, czułam się taka niezależna, spłacałam sobie powoli kredyt, rodzice mnie wspierali, a za te 500 zł od Roberta, opłacałam małemu przedszkole i dodatkowe zajęcia.

Jak moje życie wygląda teraz?

Redukcja etatu kryzys i wszystko to, co jest wam dobrze, pewnie z własnego życia znane… Dziś mam pół etatu w małej firmie. Kaziu ma już 14 lat chodzi do gimnazjum, moi rodzice zmarli, kredyt został… A co u mojego byłego męża? Dwójka dzieci, nowa młoda żona i świetnie rozwijająca się firma. Kaziu potrzebuje nie tylko więcej obecności ojca w swoim życiu, ale i więcej pieniędzy. Na co? Ma założyć aparat ortodontyczny, dodatkowo problemy z językiem niemieckim i matematyką-musi chodzić na korepetycje. I treningi piłkarskie obozy sportowe, które są jego pasją. Mnie zwyczajnie nie stać na to. Gdy proszę męża o opłacenie korepetycji wypomina mi z pretensją „ Co Ty robisz z tą kasą, kiedyś wam wystarczało”.

Niestety mój były mąż nie zauważył, że wszystko się zmieniło. Kaziu rośnie, jego wydatki to coś więcej niż opłacenie przedszkola, tak jak to było parę lat temu. Mój syn dojrzewa ciągle potrzebuje nowych butów, spodni, jedynki z matematyki straszą w dzienniku, a wszyscy koledzy jadą na obóz sportowy. Każdy telefon do męża kończy się wywodem:

Małe dzieci duży kłopot, duże dzieci duży kłopot” Co teraz? Jak mam powiedzieć synowi, że ojciec mówi o nim „duży kłopot”, że nie pojedzie na obóz i że z językiem niemieckim ma sobie radzić sam? Mam swoją dumę, nie chce co miesiąc dzwonić i prosić o dołożenie pieniędzy.

Na tę przykrą sytuację klientki, można coś poradzić. Wystarczy pozew o podwyższenie alimentów. Tak w skrócie: musimy spełnić wymogi formalne oznaczyć właściwie sąd oraz rodzaj pisma jakie kierujemy, uzasadnić nasze żądanie, podać dane, opatrzyć własnoręcznym podpisem oraz o najważniejsze załączyć dowody na poparcie przytoczonych okoliczności faktycznych np. ( zaświadczenie o naszych zarobkach, o kredycie, o cenie korepetycji czy wyjazdu na obóz, zaświadczenie od ortodonty)

Pamiętajmy, nie jest tak, że nie możemy nic zmienić!

Art. 138. W razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej obowiązku alimentacyjnego.

Co rozumiemy przez zmianę stosunków? Pierwsza kwestia: wzrost usprawiedliwionych potrzeb dziecka najprościej rzecz ujmując, dziecko z miarą upływu lat potrzebuję więcej. ( w naszym przypadku syn klientki jest w wieku dojrzewania, potrzebuje aparatu ortodontycznego, korepetycji z dwóch przedmiotów, nowych ubrań, których nie kupują mu już dziadkowie, oraz realizacji swojej pasji takiej jak gra w piłkę nożną). Druga sprawa istotne zwiększenie się możliwości płatniczych osoby obowiązanej do płacenia alimentów. W naszym przypadku obie kwestie wchodzą w grę, gdyż firma Pana Roberta prosperuje bardzo dobrze w porównaniu z tym co było parę lat temu. Jak widać sytuacja uległ znacznej zmianie, co oczywiście jest na korzyść naszej bohaterki.

Myślę, że na przykładzie klientki choć trochę przybliżyłam tematykę związaną z pozwem o podwyższenie alimentów. Już niedługo we wpisach, będziemy pokazywać wzory pozwów.

Kancelaria Kraków

2 komentarze “Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot…

  1. Ann

    Dziękuję za kolejny dobry tekst!

  2. Basia

    Ciekawy tekst. Dokładnie tak jest. Mężczyzna „zostawia” wspaniałomyślnie dziecko przy matce i przestaje dostrzegać potrzeby dziecka. Łatwo jest ignorować problemy,które nas nie dotyczą. Przykre jest to,jak ojcowie kłamią w sądzie,żeby za wszelką cenę nie płacić wyższych alimentów. Pracodawcy im sprzyjają. Wystawiają zaświadczenia o zarobkach, które wprowadzają w błąd – kwota podstawy wyeksponowana, a nadgodziny ujęte osobno w mało widocznym miejscu. Ich pracodawcy nie przekazują pełnej kwoty zaległości komornikowi przez „błąd w kalkulacjach”. Zwyczajnie mężczyzna robi wszystko, żeby płacić jak najmniej. Ojciec mojego dziecko przy dochodach 7tyś. brutto płaci 400zl,bo na więcej go nie stać. Sądzimy się, bo ta kwota na nic nie wystarcza…

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *